Goldenlib.com
Читать книги онлайн бесплатно!
  • Главная
  • Жанры
  • Авторы
  • ТОП книг
  • ТОП авторов
  • Контакты

Czterej pancerni i pies

Часть 93 из 209 Информация о книге

Nic też dziwnego, że kiedy załoga sierżanta Kosa zameldowała swoje przybycie, to zaraz ją skierowano nad Bałtyk — razem ze szwadronem wachmistrza Kality i przydzielonym działonem z lekkiej baterii mieli stać się ogniwem owego łańcucha przeciwdesantowej obrony, leżącego tuż u brzegu, na wydmach porośniętych suchymi trawami, przez które wiatr przesypuje drobiny kwarcu.

Przyjęli ten rozkaz jak na starych żołnierzy przystało, to znaczy z uśmiechem, choć tak naprawdę woleliby przydział do większej pancernej całości i miejsce postoju bliższe berlińskiego kierunku. Tylko Lidka naprawdę była rada.

— Żebyście mi znaleźli jakiś kostium, to mogłabym sobie ładnie dekolt opalić, akurat na ten bal, który będzie po zakończeniu wojny w Berlinie.

Kostium im się pod rękę nie napatoczył, ale i czasu wolnego było niewiele. Okopali się jak należy, stale jednak jakieś nowe zajęcia wyskakiwały jak fryc z krzaków. Rzadko potrafiła Lidka wyprosić u Kosa zwolnienie i pobiec z kimś na plażę, tak jak dziś z Grigorijem.

Po wilgotnym, ubitym falami piasku dobrze się wędrowało wzdłuż brzegu. Byli oboje bez czapek i wiatr rozwiewał im włosy. Gdyby nie pogięta armata stercząca wśród lejów i ogromny ciężarowy samochód, którego maska i szoferka wynurzały się z wody u brzegu, można by przypuścić, że wojny nie było. Szeroki horyzont rysował się łagodnym, czystym półkręgiem, bez jednego dymu. Mewy na nieruchomych skrzydłach przepływały nad głowami, pokrzykiwały zaczepnie.

— Mam. Mam i nie oddam nikomu — podśpiewywała dziewczyna, zaciskając pięść. — Darowane–zakochane.

— Ten, od kogo wyproszone, weźmie sobie inną żonę — roześmiał się Saakaszwili z własnego dowcipu.

— Wierszami mówisz — zdziwiła się Lidka i dodała ze złością: — Ale wrednie. Takiego poetę to... — trzepnęła go po ramieniu, szturchnęła kuksańcem w bok.

Odskoczył roześmiany, a ona, otworzywszy pięść, przyglądała się leżącemu na dłoni sercu z bursztynu.

— Żebym miała wstążkę — przymierzyła i trzymając palcami pokazała drugą ręką, jaki byłby naszyjnik.

— Czarna dobra? — spytał Gruzin.

— A masz?

— Poczekaj. — Zrzuciwszy z ramion skórzaną kurtkę i rozpostarłszy ją na piasku, zaprosił: — Siadaj i czekaj.

Wrócił parę kroków do miejsca, gdzie fale strzępiły zatopioną ciężarówkę. Po czarnych wyszczerbionych słupach falochronu przebiegł tuż nad wodą, zmierzył odległość wzrokiem, przysiadł i skoczył na wilgotną maskę. Nie patrzył na dziewczynę, ale chcąc jej zaimponować, dał raz jeszcze wielkiego susa na drugą stronę pogiętej szoferki.

W pudle, które, skośnie nachylone, tworzyło trójkątny port, pływała niebieska marynarska czapka. Fale wpadając do środka kołysały nią, podrzucały i pochylonemu Gruzinowi wcale niełatwo było ją złowić. Raz i drugi przeszła tuż obok palców, póki wreszcie dała się chwycić za czarną wstążkę, przyszytą z tyłu do otoka.

Z powrotem droga była trudniejsza: z ciężarówki na pieńki nie skoczysz.

Saakaszwili wziął rozpęd na masce, dał susa i ochlapawszy się setnie, wybiegł na brzeg.

— Masz — wręczył oderwaną jednym szarpnięciem wstążkę.

Ruszyli oboje ku wydmom. Lidka przewlekła taśmę przez uszko bursztynowego serca i przymierzała.

— Aleś wymyślił — kręciła głową z podziwem.

Grześ pogładził wąsy, dotknął ramienia dziewczyny i przystanąwszy, zaczął mówić po gruzińsku. Słuchała słów całkowicie różnych od wszelkich języków, z którymi los ją zetknął, zupełnie niezrozumiałych, i ze zdziwieniem spostrzegła, że to słuchanie sprawia jej przyjemność. Dźwięki chropawe jak granitowa ściana skalna, ostre jak krzyk orła, mieniące się samogłoskami jak potok drobinami słońca tworzyły spokojną, szlachetną melodię.

— Wiersze? — spytała, kiedy umilkł.

Bez słowa skinął głową.

— Twoje?

— Nie — roześmiał się wesoło. — Sześćset lat temu napisał jeden Gruzin, Szota Rustaweli.

— O czym było to, co mówiłeś?

— Ty pochwaliłaś za wstążkę, a ja odpowiedziałem, że jesteś dla mnie jak słońce i daję słowo, iż spełnię każdą twoją prośbę, nie bacząc na niebezpieczeństwo... — tłumaczył, coraz mocniej marszcząc brwi, aż wreszcie garść piasku chwycił i cisnął pod nogi. — Nie umiem tyle po polsku, żeby ładnie powiedzieć.

— Ładnie powiedziałeś — rzekła cicho Lidka.

— Nie ja. Tak do królewny Tinatiny powiedział Awtandił.

— Kto?

— Awtandił, taki dawny pancerny.

— Szkoda — szepnęła dziewczyna jeszcze ciszej.

Nie wypuszczając z dłoni bursztynowego serduszka poczęła się wspinać ścieżką wśród wydm. Za nią szedł Saakaszwili tak zamyślony, że chyba tego ostatniego słowa nie słyszał.

Na szczycie pagórka, w zamaskowanym siatką okopie dla działa, przystosowanym do obrony okrężnej, stała długolufa armata 76 mm i ułan na warcie. Żołnierz popatrywał na morze, unosząc co pewien czas lornetę do oczu.

— Znaleźliście co na brzegu? — zaczepił czołgistę.

— Skarb — odpowiedziała Lidka machając czarną wstążką.

— Hitlera nie widać? — zagadnął mechanik niezadowolony, że mu myśli pytaniami płoszą.

— Same ryby i jedną syrenę — odciął się kanonier.

— Trzymaj ze mną, Berlin zobaczysz — obiecał Gruzin zajęty odczepianiem bączka i odkręcaniem gapy ze swastyką.

— Janek zły, że nie nad Odrę kazali nam jechać — przypomniała Lidka i skrzywiła się, widząc, co Saakaszwili robi z czapką. — Po co ci to?

— Blaszki niepotrzebne — Grigorij cisnął je na ziemię — a reszta może się przydać. Choćby i buty wyczyścić. — Wyżął niebieskie sukno, wsadził je do kieszeni kurtki.

Minęli okop działa i teraz otworzył się szeroki nadmorski krajobraz: do horyzontu sięgały pola poznaczone ciemnymi płatami świeżej ziemi, a na nich zieleniały ruchome figurki pracujących przy orce ułanów. Okolica była pofalowana, zdobiona bliżej kępami drzew, a czernią lasu na horyzoncie, wysadzana małymi, srebrnymi w słońcu jeziorkami.

— Będą tu na letniaki przyjeżdżać — powiedziała Lidka. — Nie tylko powietrze zdrowe, ale jak ładnie.

Bliżej nad szosą czerwieniło się spore gospodarskie obejście złożone z paru budynków, otoczone poszczerbionym pociskami murem. Zagroda wraz z działem na wydmie stanowiły węzeł oporu: wybili w ścianach strzelnice, postawili zasieki w przerwie między domem a oborą, wyryli okopy i rowy łączące.

Po podwórku kręcili się ułani. Dwu przy studni poiło konie. Trzeci w korycie prał onuce, a czystą już koszulę powiesił na zamachowym kole sieczkarni. Koło bramy prowadzącej na szosę stał „Rudy” i dwie głowy wyglądały przez włazy wieży.

— O rany, dyżur! — zawołała Lidka zerknąwszy na zegarek i pobiegła do budynku, ponad dachem którego sterczała na drągu radiowa antena.

Grigorij podchodząc do czołgu usłyszał, jak Jeleń Czereśniaka uczy:

— Ręką to kluski do gęby, a pocisk w lufę ramieniem, z półobrotu — pokazywał mu gestem.

— Ręką też wystarczy... — upierał się Tomasz.

— Co za głupielok! — westchnął Gustlik, zwracając się do Grzegorza, a potem z naciskiem zaczął tłumaczyć: — Toż ci godom, kluku zatracony, jak mo być: w czołgu sto pocisków i sto razy trza załadować. Dlatego ze siłą, całym ramieniem, coby się ręka nie zmęczyła. Jakbyś się ino raz spóźnił, to nie ty jeden, a wszyscy pójdziemy do Piotra świętego na krupniok.

Grigorij popatrzył jeszcze na dwa samochody z wojskiem, które przejechały szosą, i postanowił przysiąść na stercie desek leżących wzdłuż ogrodzenia, gdzie w słońcu wygrzewał się Szarik.

— No, co stary... — wyciągnął rękę, by, pogładzić psa, ale ten niespodzianie wyszczerzył zęby i warknął groźnie. — Zgłupiałeś?

— Co godosz? — spytał Gustlik.

— Ja nie do ciebie... Szarik zgłupiał.

Saakaszwili przesiadł się na prawo od psa i wilczur obrócił mordę w drugą stronę, zaskomlał przyjaźnie, podpełznął i podstawił głowę do głaskania.

— Do działa — rozkazał Gustlik.

Obaj zniknęli w wieży i tylko przez otwarte włazy dobiegały głosy i szczęk metalu.

— Odłamkowym ładuj!

— Gotowe.


Перейти к странице:
Предыдущая страница
Следующая страница
Жанры
  • Военное дело 5
  • Деловая литература 138
  • Детективы и триллеры 1109
  • Детские 51
  • Детские книги 329
  • Документальная литература 206
  • Дом и дача 61
  • Дом и Семья 122
  • Жанр не определен 16
  • Зарубежная литература 416
  • Знания и навыки 277
  • История 200
  • Компьютеры и Интернет 8
  • Легкое чтение 667
  • Любовные романы 6491
  • Научно-образовательная 141
  • Образование 216
  • Поэзия и драматургия 42
  • Приключения 340
  • Проза 796
  • Прочее 360
  • Психология и мотивация 63
  • Публицистика и периодические издания 48
  • Религия и духовность 88
  • Родителям 10
  • Серьезное чтение 93
  • Спорт, здоровье и красота 34
  • Справочная литература 12
  • Старинная литература 29
  • Техника 20
  • Фантастика и фентези 5925
  • Фольклор 4
  • Хобби и досуг 5
  • Юмор 61
Goldenlib.com

Бесплатная онлайн библиотека для чтения книг без регистрации с телефона или компьютера. У нас собраны последние новинки, мировые бестселлеры книжного мира.

Контакты
  • [email protected]
Информация
  • Карта сайта
© goldenlib.com, 2026. | Вход